Karuzela emocji.
Cześć! Tak na prawdę jeszcze nie wiem, co chcę napisać i co we mnie siedzi, bo jest szczerze mówiąc tego ch******* dużo i jak dla mnie za dużo, ale zaraz się wspólnie dowiemy..
Od razu mówię, (żeby nie było) że najpierw zrobię jeszcze edycję i dobrze przemyślę, czy to wszystko może znaleźć się w internecie, ale no....
Może zacznijmy "od początku".
Te wakacje to był chyba jeden z najbardziej emocjonalnych momentów mojego życia i towarzyszyły mi wtedy serio skrajne emocje: radość, smutek, strach-obawa, niepewność, niezrozumienie samej siebie... (od groma tego jak widać)
Ehhh serio nie wiem od czego zacząć, bo nawet teraz mam mętlik, przed chwilą chciało mi się płakać, teraz się śmieję..
Dobra, do sedna kurde.
To tak... zacznijmy może od tych miłych sytuacji... Dalej strasznie się cieszę, jara mnie to i w ogóle wow, ALE spotkałam Magdę Beredę!!!!! ale to nie wszystko... 2 dni później z rana, gdy nie mogłam spać zaczęłam oglądać filmiki na profilach znajomych i Magdy z koncertu, który był dzień wcześniej wieczorem (praktycznie to w nocy) (,czyli dzień po moim spotkaniu) i w tym celu wyszłam jakoś daleko za ośrodek, w którym akurat byłam na wakacjach, żeby móc głośno nagrać sobie ekran i na luzie posłuchać i wtedy pod wpływem jakiegoś dziwnego impulsu (nigdy wcześniej tego nie robiłam, ani później i szczerze dalej się dziwię z tego pomysłu) odpaliłam mój czat, na Instagramie z Magdą i włączyłam nagrywanie. Nawet nie pamiętam do końca co tam mówiłam, a nie zapisałam tego na czacie, więc już się nigdy nie dowiem, ale wiem, że mówiłam po prostu to, co miałam w głowie i szczerze co leżało mi na sercu. Potem znów położyłam się spać, po kilku godzinach wstałam i poszłam nad jezioro na leżak i tak sobie siedziałam na leżaku, oglądałam takie dłuższe nagranie z koncertu, które znalazłam na Beredanators, przy okazji nagrywając ekran i już pod koniec przyszła mi wiadomość z Instagrama, lecz automatycznie - totalnie nie myśląc, szybko usunęłam powiadomienie, żeby nie było widać na nagraniu i zobaczyłam ją dopiero jak skończyłam nagrywać, ale od razu, bo ciągle mnie ciekawiło kto to...
- I kto to był?!?!- Magda!!!!
Zobaczyła filmiki, zaobserwowała mnie, polubiła ostatni post (właśnie ze spotkania z nią) i napisała wiadomość:
Nigdy nie byłam jakoś szczególnie lubiana, a tu mega ważna dla mnie osoba, z takimi zasięgami, odwala coś takiego akurat względem mnie?!
I wtedy już nic nie miało znaczenia:
- że jestem niewyspana,
- że jestem na plaży, gdzie jest dużo osób,
- że pewnie się na mnie patrzą, a ja nic nie widzę (tak zalałam łzami telefon, że nawet on przestał działać, a tata zaczął pytać co się stało i w ogóle, lecz słowa nie chciały mi przejść przez gardło i tylko pokazałam telefon, a on się uśmiechnął haha).
Mówię serio - zanim poznałam moją przekochaną przyjaciółkę, Beredanators i Magdę nie sądziłam, że mogę dla kogoś poza częścią rodziny, rodziców itp mieć jakiekolwiek większe znaczenie. Po prostu chce mi się ryczeć jak pomyślę jakich mam cudownych ludzi wokół siebie, ok?!
Podejrzewam, że max 2 osoby z podanych to zobaczą, ale serdecznie Was pozdrawiam: Kristin <3, Daria, Monika, Olivia, Julia, Viki jesteście przeeeeecudowne!!!!!
A jak już jesteśmy przy tym to także cudownym czasem było to, jak pierwszy raz spędziłam aż tydzień z prawdziwą przyjaciółką i to było takie.. awwww tylko czekam na kolejne takie wypady, bo było meegaa!
Teraz przejdziemy do trochę smutniejszych i poważniejszych tematów, bo niestety wszystkie pozytywne się już skończyły...
Także pierwsze, co chciałam Wam powiedzieć, że tak naprawdę nigdy nie wiemy, kiedy zobaczymy kogoś ostatni raz lub kiedy inni stracą możliwość spotkania nas... Życie jest jakie jest, ten świat jest niebezpieczny i trzeba na siebie uważać, ale czasami niestety to nie wystarcza, więc proszę - zawsze róbcie wszystko, co w Waszej mocy, aby było bezpiecznie, uważajcie na siebie, ale także najzwyczajniej w świecie szanujcie ludzi, których spotykacie na swojej drodze i doceniajcie tych, których macie. Ja niestety w ciągu wakacji miałam 3 sytuacje, które mi to dobitnie uświadomiły, każda w inny sposób, więc po prostu proszę...
(nie są o mnie, ale o moim środowisku tak jakby)
- 2 wypadki w ciągu 2 dni, które mogły skończyć się tragicznie, a skończył się na siniakach
- śmierć i powiązane z nią bardzo niefajne sytuacje
- nagła diagnoza lekarska
Także widzicie, że w każdej chwili może się zdarzyć serio wszystko...
Kolejną sprawą, którą chciałam Wam powiedzieć jest to, że nie przy wszystkich musicie się czuć dobrze i to jest OK. Bez znaczenia, czy jest to internet, czy życie tak zwane "w realu". Każdego granice są gdzie indziej, każdy lubi co innego, ale co najważniejsze - bezpieczeństwo przede wszystkim. Ostatnio miałam pewną sytuację o której nie będę lepiej tutaj mówić, lecz powiem tylko, że serio strasznie ważna jest rozmowa. Słuchajcie, co mówią do Was inni, ale także opowiadajcie zaufanym osobom, co Wy czujecie. Ważne jest to, aby nikt nie zostawał sam na sam z problemami, bo wtedy jest ciężko. Nie mówię, że czasem taka rozmowa nie jest ciężka - właśnie może być tym serio najtrudniejszym krokiem, ale lepiej coś zrobić niż tylko być obserwatorem własnego życia, bo to nam nie przyniesie niczego pozytywnego, tylko będzie coraz gorzej lub nigdy nie będziemy mogli być prawdziwie szczęśliwi (tutaj akurat mówię o marzeniach).
Chciałam także opowiedzieć o książce, którą właśnie czytam, bo wydaje mi się, że jest dobitnie na temat cieszenia się z każdej chwili i tego typu... Książka ta nazywa się "Okruchy gorzkiej czekolady" i jest autorstwa Elżbiety Sidorowicz. Opowiada ona o przykrym losie, który dotknął szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Pewnego dnia, nie długo po kupnie nowej, "niecywilizowanej" posiadłości rodzice nastoletniej Ani wybierają się do Łodzi podczas, jak mogłoby się wydawać, jej normalnego, szkolnego dnia. Niestety podczas jednej z lekcji zostaje ona wyprowadzona z sali i poinformowana, iż rodzice mieli wypadek i nie żyją. Co gorsza nie ma ona już także dziadków, ani szczególnie bliskiej rodziny i jakby nie patrzeć zostaje ona zostawiona samej sobie z walącym się życiem. Musi ona nauczyć się żyć od nowa i jakoś stanąć na nogi...
Nie skończyłam jeszcze jej czytać i nie jestem nawet w połowie, ale ostatnio dostałam pytanie, czy mam do polecenia jakąś nie smutną książkę.. ta, jasne.. ;D
Na koniec chciałam tylko zaznaczyć a propos tego, że nie dawno rozpoczął się nowy rok szkolny...
- Oceny nie świadczą o tym, jakim człowiekiem jesteś.
- Nie ma znaczenia, czy jesteś w liceum, technikum, czy zawodówce, nazwa szkoły nie świadczy o Tobie!
- Zdrowie fizyczne i psychiczne jest ważniejsze od ocen.
- Jesteś dobr* taki, jaki jesteś - nie zmieniaj się dla innych tylko ewentualnie dla siebie - jeżeli Ty czujesz, że chcesz.
- Nie udawaj kogoś kim nie jesteś - na bank prędzej, czy później polubi Cię ktoś tak* jak* jesteś, ba będziesz dla tej osoby serio ważn*, szkoda tracić czasu na osoby, które nie są Ciebie warte.
Trzymajcie się! <3
Iza.

❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuń💖💖💖💖
Usuń